sobota, 13 kwietnia 2013

2.Rozpłakałam się, po prostu z bezradności.


-Demi dalej się gniewasz? Daj już spokój byliśmy dziećmi.-powiedział zrezygnowany Joe.
-Tak masz rację byliśmy dziećmi. A ja myślałam że byliśmy też przyjaciółmi!- lekko krzyknęłam, obróciłam sie na pięcie, wzięłam swojego psa i zwyczajnie poszłam…

***
Selena już siedziała z Mad na ławce. Przeszłam wyraźnie zirytowana obok, mówiąc oschłe idziemy. Moje siostry jęknęły, ale widząc mój humor postanowiły się nie odzywać!
-Demi! Stój!-krzyczał Nick biegnąc w moją stronę, nie miałam zamiaru sie zatrzymywać, lecz moja siostro-przyjaciółka musiała się udrzeć na całe miasto -Nick Jonas!!! i skoczyć mu na szyję.
-Gdyby nie to że w parku byli sami swoi to pewnie wokół wymienionej wyżej osoby było by milion osób a ja nie musiałabym wymieniać z nim zdań.
-Chciałeś coś?-zapytałam wymuszając miły ton, ale coś mi nie wyszło bo Sel popatrzyła się na mnie spod byka.
-Yyyy… No yy… wiesz… bo.. yyy… no… ja…
-Wysłów się wreszcie!
-No bo skoro się już spotkaliśmy to może przynajmniej dałabyś mi numer telefonu, albo jakieś namiary czy coś.-powiedział marszcząc na końcu nos.
-No jasne. Powiedziałam i podałam mu numer telefonu.
-Dzięki. No to do zobaczenia. -powiedział i poszedł jak najszybciej, prawdopodobnie widząc że zaraz mogę mu coś zrobić.
-Pa! – powiedziałam i czekałam aż chłopak całkiem odejdzie.-Wi…-nie zdążyłam sie wysłowić bo Selena mi przerwała.
-AAAAA!!!!! To był… AAAAAAAA!!!!! To to Nick Jonas!!! AAAAAA!!!!-o rany zapomniałam że ona ma świra na punkcie tych Jonasów i wgl. tak na prawdę to nie żebym ich nie lubiła bo kocham ich piosenki ale na pewno jakąś tam fanką nie jestem. Co to to nie!
-Selena spokojnie, wdech, wydech, wdech, wydech. A teraz spokojnie idziemy z Mad na lody. Dotarło?- tłumaczyłam jej jak jakiemuś niedorozwiniętemu dziecku.
-Na lody!-krzyknęła moja siostra i już tuliła się do mnie jak do jakiegoś wielkiego boga. (wiem skromna jestem)
-No Selka idziemy…
***
[Joe]
-Siedzę z braćmi w pizzerii i jak się domyślacie jemy pizze. Naprzeciwko jest budka z lodami gdzie lubię wpadać po zjedzonej pizzy. Co prawda nie zawsze żołądek to dobrze przyjmuje ale nie mogę się oprzeć tym pysznym lodom. Z jakże mądrego zamyślania wyrwał mnie Kevin.
-Ej! to nie Demi?
-Co gdzie?! O fuck!
-Ty ciamajdo, w lodziarni.
-Ej ej jaki ciamajdo?!
-No wiesz normalni nie „ciamajdarni” ludzie nie reagują tak na imię swojej przyjaciółki z dzieciństwa, i nie wywalają całego jedzenia na swoje nowe białe spodnie które dostali od mamy! O matko jak ja ci współczuję…
-Weź się Kevin zamknij wreszcie! ciamajdarni? Nie ma nawet takiego słowa!
-No spokój! Joe idź się wytrzyj albo coś- jak powiedział najmłodszy i niestety najmądrzejszy tak zrobiłem. Gdy wróciłem moich braci nie było. Wyciągałem mój telefon, z myślą że napisali mi informacje gdzie poszli. Jak myślałem, tak też było. Na ekranie telefonu pisało. „Masz jedną wiadomość. Od NICK” Dałem „CZYTAJ” i już mogłem czytać tą jakże mi potrzebną wiadomość.
„Rachunek zapłacony, jesteśmy w lodziarni naprzeciwko.”
W lodziarni naprzeciwko … po co oni tam poszli jak to ja zawsze tam chcę chodzić po pizzy? A no tak przecież tam była Demi. Ale ona mnie nienawidzi. Nie dziwię się jej bo sam się nienawidzę za to co jej zrobiłem. Jedno się nie zmieniło. Wciąż ją kocham,i jestem takim dupkiem że nie dałem jej nawet szansy na to by ona mnie kochała. Ale tak wo gule ta jak ja sie jej tak pokażę? Przecież te spodnie są brudne. Hmmm… a tak bluza. Więc zawiązałem bluzę i właśnie zmierzam w stronę lodziarni. Jeszcze parę kroków, i już jestem. I uwaga uwaga, siadam na ławce obok Nicka. A ona? Nawet się na mnie niw popatrzyła? To boli. Niby czego ja się mogłem spodziewać? Że skoczy mi w ramiona. Żałosny jestem. Czy ja się nie powtarzam? Nieważne. Tylko czy ona ma dalej takie piękne oczy?
-Demi idziemy po lody. Chcesz jakieś?- no przynajmniej usłyszę jej głos. Dzięki ci Nick
-Tak. Poproszę Czekoladowe.
-Jasne. Kevin, jeśli chcesz do wc to idź.
-Nick, z kąt ty wiesz, że chce mi się siku?
-Bo trzęsiesz nogami jak salceson na kanapce.
-Jak salceson na kanapce?-Demi zapytała równo z Seleną.
-Nooo…
-Niezłe masz skojarzenia,
-Dzięki, A ty Selena jakie chcesz?
-A ja se pójdę i wybiorę. -i już ich nie było. tylko ja i Demi. Czy mam im być wdzięcznym, czy nienawidzić? Co ona się tak na mnie patrzy. No oczy to ona ma piękne, ale dlaczego się tak patrzy. Myślałem że mnie nawet lekkim spojrzeniem nie zaszczyci a tu proszę. Ale. Czy ona cierpi? I czy to przeze mnie? Te śliczne oczy były przepełnione bólem, i, i, no i tylko bólem. A z resztą się nie znam. Gdzie ten Nick z tymi lodami?! No nareszcie idą. Myślałem że się nie doczekam.
-Ten dla Demi, den dla Joego, a ten dla mnie. -powiedział Krętowaty podając nam lody.
-Dzięki.
-A dla mnie?-zapytał teraz Kevin.
-Idź i se kup.
-I tak nie mam ochoty.
-No więc jakim cudem się znacie?-zapytała tym razem wszystkich Jonasów Selena.
-Hmmm… Więc tak. – zaczął Nick, bo widział że ja nie mam zamiaru się odezwać, a Kevin, a on to niech się lepiej nie odzywa.
-No jak. -popędzała go Selena. No ta to akurat jest zakręcona.
-Dawno, dawno temu. Kiedy byliśmy jeszcze dziećmi..
-Ej to nie było aż tak dawno.-odezwała się ze sztucznym oburzeniem Demi.
-No dobra. Ale daj mi skończyć. Więc. Dawno dawno temu, dla Demi nie tak dawno, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, Za górami, za lasami, za rzekami, i za domkiem pani Hurllis, mieszkała sobie pani Denise, jej mąż, i trójka synów. Starszy-Kevin, średni-Joe i ten najmniej stary-Nick. Naprzeciwko ich domu był inny dom. Mieszkała sobie pani Danielle i jej malutka córka Demi. Obie kobiety odwiedzały siebie, przyprowadzając
-Niezła bajeczka. Można by to opracować, i ta dwójka będzie to czytać swoim dzieciom. A dlaczego J…
-Dobra Selena idziemy już do domu. Cześć, i dzięki. – odpowiedziała na wychodne Demi, i już jej nie było, Seleny zresztą też nie, no i Mad. a ciekawi mnie to dlaczego Sel przyjechała z Demi? Przecież jest w wieku Nicka, i Demi zresztą też. Myślę że zauważyłbym jakąś kolejną córkę. Ale nie ważne. Mam już dość tego dnia, i wo gule tej całości. Ale niby wiem że wróciła. Że jest. Życie nie kończy się dzisiaj no nie? Boże nawet o tym nie myśl. Muszę odzyskać „przyjaźń”

[Demi]
-ej! Dlaczego idziemy! Coś ty zrobiła. A widziałaś jakie ten Nick ma ładne oczy? Nie? A ja widziałam ma takie brązowe. -Selena mówiła jak napalona.
-Joe też ma ładne i się nie podniecam. -ups . tak jakoś się powiedziało
-Co?! Demi coś ty powiedziała? Że Joe ma ładne oczy? On ci sie podoba!
-Selena! Uspokój się bo zachowujesz się jak być uciekła z psychiatryka! A mówiłam że Joe maaa… takie same jak Nick. -no co obaj mają brązowe. Co miałam powiedzieć że powiedziałam o osobie którą dzisiaj darzyłam czystą nienawiścią że ma ładna oczy?
-No dobra dobra, coś ty dzisiaj taka zła?
-Dallas mówi że Demi jest wściekła i dlatego jest taka zła, tak na prawdę to powinni ją trzymać w schronisku i dawać suchą karmę i wodę. Tylko że mamy dobrą mamusię która nie dała tam Demi. -powiedziała Mad.
-Weź się mad zamknij! A z Dallas to się policzę.,
-Hahahahahahahaha….- już prrawie się Selena na chodniku ze śmiechu turlała. Wywróciłam oczami i szłam dalej.
-Selerze co cię tak śmieszy?
-Bo ty.. haha … ze schroniska haha… znaczy do hahaha…
-A o Selenia mówiła tak samo. Bo jak się wkurzacie to wtedy was omijam i idę do Dallas. Ale ja myślę że ona tez ma wściekliznę bo też się drze.
-Że co proszę?!-krzyknęła oburzona Sel.
-Tylko jak idę do mamusi to mówi że to nie ładnie że Dallas tak mówi i że ona kłamie bo powinna być w psychiatryku bo tam są ludzie którzy źle mówią swojej siostrze o swoich siostrach. to takie specjalne miejsce dla takich osób. I wtedy Dallas się zdenerwowała bo mamusia to mówiła jak Dallas była koło nas.
-Młoda wiedz że „mamusia” ma rację. A teraz skoro jesteśmy w domu idź do mamusi i z nią o tym porozmawiaj.
-Dobra, Dobra. -no wreszcie poszła. czasem to mam dość tej jej „jadaczki” mamusia tak zawsze mówi. Heh mamusia kiedy ja tak do niej ostatnio mówiłam?
-To ja idę się położyć.-próbowałam się wymigać Selenie od tematu który na pewno będzie wiercić. Mianowicie temetu Jonasów. A dokładniej to co ci ten biedny Joe zrobił?
-Nie tak prędko, kochana tak nie się nie wymigasz.
-Ale o co ci chodzi?
-Mi o nic. – powiedziała sarkastycznie.
-No to idę do pokoju.
-Do pokoju to ty musisz iść ale ze mną.
-Dam sobie sama radę.
-Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi.
-A o co ci chodzi.- no trzeba próbować jakoś się wymigać. może zapomni o tym co chciała?
-Ty Demi jesteś naprawdę dobrą aktorką, ale mnie na te sztuczki nie nabierzesz.
No dobra chodźmy do pokoju. -powiedziałam zrezygnowana.

-Więc. -pośpieszałam czarną by mieć to już dawno z głowy.
-Więc, dlazego ty tak nienawidzisz Joego?
-Chyba ci się przywidziało-powiedziałam obojętnie.
-Tak.
-No to sprawa wyjaśniona pa. – Seler często udziela ironicznych wypowiedzi, wiec można przy okazji pobawić się jej nerwami.
-Demi!
-Dobra, dobra, już milknę.
-Nie! Ty masz mi szczerze odpowiedzieć na moje pytanie!
-No dobra, siadaj. Bo jak się domyślasz to się działo dosyć dawno..
-No tak. Ale powiedz co.
-Jako pięcioletnia gówniara z krzywymi zębami [...] -opowiedziałam jej całe zdarzenie które miało miejsce 11 lat temu. Wiedziałam że mogę jej zaufać i że przynajmniej będzie próbowała mnie zrozumieć, i wiedziałm że też boi się robali, no może ja sie boję troszeczkę bardziej, ale co poradzę że te biedronki są takie straszne?
-I co?
-Co i co?
-Wybacz mu.
-Co! Nigdy w życiu! Mowy nie ma!
-Dlaczego?-mówiła spokojnie, za to ja wpadłam w nagłą furię.
-Ty się pytasz dlaczego?! Wiesz jak ja wtedy się czułam?!
-A wiesz jak on się teraz czuje?! -Selena w końcu wybuchła, ale po chwili się opamiętała i znowu usiadła na miejscu. -Demi, to twoje życie, rób jak chcesz, ale uważam że nie postępujesz dobrze. On był wtedy dzieckiem, jak to wspomniałaś „młody gówniarz”, praktycznie nie wiedział co robi. A w dodatku nie stało się nic takiego strasznego, gdyby rzucali w ciebie nożami to mogłabyś go znienawidzić, ale on nawet w ciebie nie rzucał, sama mówiłaś że chciał ich uspokoić. Nie tak było?
-A weź się zamknij, idę się przewietrzyć, ale wiem że mu nie wybaczę.-odpowiedziałam ze łzami w oczach i wyszłam na pole. Co prawda robiło się już ciemno, a Selena krzyczała coś w stylu, nie znasz miasta, jest już ciemno, nie wygłupiaj się, ale prawdę mówiąc miałam to gdzieś…
Siedzę w jakimś parku, nikogo nie ma. Wiem którędy szłam, znam drogę do domu, ale nie mam ochoty wracać. Posiedziałam piętnaście minut i postanowiłam zakończyć moją podróż. Nagle ktoś zakrył mi oczy, obrócił i zaczął obmacywać. Moja reakcja była natychmiastowa, jak się spodziewacie zaczęłam krzyczeć. On natychmiast zatkał mi usta swoją wielgachną ręką. Nie wiem ile dokładnie miał lat, ale koło 23. Był dość mocno pijany, sama nie wiem jak on ustał na nogach i skat u niego tyle siły. Wgryzłam go w tą brudną rękę. On tylko wywrócił oczami i walnął mnie w policzek.
-Nic ci to nie da, tylko zgorszysz sprawę. Taka laska nie powinna sama chodzić w nocy, bo jeszcze ją ktoś zgwałci? -zaczął rozpinać mi bluzkę, próbowałam uciec ale po chwili zrezygnowałam bo nie miałam już sił. Rozpłakałam się, po prostu z bezradności.
-Zostaw ją!-usłyszałam krzyk jakiegoś chłopaka. Natychmiast zostałam puszczona i rzucona na ziemię. Zaczęłam zapinać swoją bluzkę i skulona przyglądałam się wydarzeniu. „Mój wybawiciel” wygrywał, po chwili „pan ohyda” uciekł.
-Nic ci nie jest? -zapytał tym swoim anielskim głosem.
-No zależy. -odpowiedziałam podnosząc się z ziemi. Oczywiście on podał mi rękę, z chęcią skorzystałam z jego pomocy.
-Dziękuję, gdyby nie ty to pewnie by mi coś było. A tak wo gule to Demi jestem.
-Nie ma za co-pocałował moją dłoń. -Miło mi cię poznać. Oliver jestem. -ehhh… Oliver, co za piękne imię już się zakochałam.
-Mi też cię miło poznać.-uśmiechnęłam się do niego zalotnie.
-Jesteś tu nowa, prawda? -zapytał.
-Tak jestem, aż tak widać.
-Zależy o co pytasz, bo wiesz Los Angeles to duże miasto. Ale w tym parku są tylko turyści i mieszkańcy osiedla. A ja cię nigdy nie widziałem.
-Często tu chodzisz?
-Tak, lubię spacery.
-To tak jak ja.
-Gdzie mieszkasz? Odprowadzę cię. Oczywiście jeśli mogę?
-Jasne że możesz. Będzie mi naprawdę miło. Aha i przepraszam za wygląd, wiem że wyglądam okropnie. A nie widziałeś czasem sklepu nocnego z okularami przeciwsłonecznymi? Bo nie chcę sie tak pokazywać w domu, mówili żebym nie wychodziła.
-No wiesz takiego sklepu to raczej nie ma, ale mam w torbie okulary przeciwsłoneczne, zawsze noszę, mogę ci pożyczyć.
-Naprawdę? Było by super. Ale nie wiem czy …
-No ubieraj, dla mnie to nawet lepiej bo będzie okazja na następne spotkanie.
-Skoro tak to pożyczam.Po raz kolejny dziękuję.

-No, miło mi się z tobą gadało, ale to właśnie tutaj mieszkam.
-WOW! Ale na serio?
-Tak na serio.
-No to do zobaczenia. Aha daj mi swój numer.
-Ok. To daj telefon -napisałam mu swój numer i zapisałam Demi. Dałam jeszcze w opisie …ta którą uratowałeś, jak byś zapomniał. -Proszę-powiedziałam, on popatrzył się na wyświetlacz i lekko się uśmiechnął.
-Myślisz że zapomnę?
-Nie wątpię w twoją pamięć, ale tak na wszelki wypadek.
-Takiej osoby nie da się zapomnieć.
-Mogłabym powiedzieć to samo.-powiedziałam cicho i lekko się zarumieniłam. -To do kiedyś.
-Do kiedyś. -pocałował mnie w policzek, lekko się zaciął, powiedział pa i poszedł. Już się nie oglądał tylko kierował się w stronę ciemnej alejki. Nabrałam do płuc powietrza i najnormalniej w świecie weszłam do domu. Starałam się nie zwracać zbytnio na siebie uwagi, ale oczywiście wszystkie oczy poszły na mnie.
-O Demi jak ja sie o ciebie martwiłam!-krzyknęła Selena i już mnie przytulała. -A dlaczego ty jesteś taka brudna i skąd masz te okulary? -zapytała z powagą
-Wiesz że nie lubię wychodzić bez okularów,
-Ale jest już ciemno.
-No to co, ale przyznasz że seksownie w nich wyglądam? ^^-próbowałam jakoś zmienić temat albo coś.
-Demi! -krzyknął mój ojciec z kuchni, nawet nie wiem o złego zrobiłam?
-Wystawiłam głowę przez drzwi, uśmiechnęłam się szeroko mówiąc -Też cię kocham
-Rzeczywiście ci „ładnie” w tych okularach. -powiedział akcentując słowo ładnie. Czy on dalej myśli że mam 6 lat? Przecież ja nawet nic złego nie powiedziałam 13 latki już się tak wyrażają. Ehhh ojczulko kochany.
-Dziękuję.
-Matko skarbie, ty naprawdę jesteś brudna, co ci się stało?!-krzyknęła przestraszona mama.
-Nie róbcie afery ja się po prostu poślizgnęłam.
-Na czym?-zapytała rozbawiona Dallas.
-Na błocie,i wpadłam w błoto, dlatego wyglądam tak jak wyglądam. Idę się umyć. -odpowiedziałam wszystkim kończąc wszystkie pytania i szybkim krokiem kierowałam się ku górze. Wzięłam pidżamę którą miałam już przyszykowaną na łóżku, i powędrowałam do łazienki którą oczywiście zamknęłam na klucz. Ściągałam okulary i moim oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy. Siwe oko, czerwony i zadrapany policzek, (okulary były wielkie i zakrywały połowę mojej twarzy) rozmazany tusz do rzęs, podpuchnięte od płaczu oczy. Na początek wzięłam chusteczki dezynfekujące i przetarłam nimi całą twarz. Potem zamoczyłam ręcznik w zimnej wodzie, musiałam jakoś ożywić to coś co widzę przed lustrem. Poszłam pod prysznic by „zmyć z siebie dzisiejszy dzień” odświeżona ubrałam moją pidżamkę i posmarowałam twarz balsamem by jutro wyglądać choć trochę lepiej, i powędrowałam do łóżka.
Obudziłam się w niezbyt dobrym humorze, wszystko mnie bolało, na polu padał deszcz co zmuszało mnie na narażenie się na rodzinkę. Powędrowałam do łazienki zrobić porządek z tym czymś co ludzie nazywają twarzą, jak się spodziewałam widok mnie przeraził. Coś czuję że lekki makijaż tu nie wystarczy. Gdy już „uporządkowałam” swój wygląd postanowiłam zrobić sobie śniadanie, naszło mnie na frytki. No wiem może to i nie jest jakieś typowe śniadanie ale co mam kanapki pożerać jak mogę sobie frytki zrobić?
-Co tu tak pachnie?-zapytała Dallas wchodząc do kuchni.
-Frytki.
-O frytki zrób mi też.
-Ok.
-Co pichcisz?-tym razem to pytanie padło od Seleny która właśnie weszła do kuchni..
-Frytki.
-Co ty na śniadanie frytki robisz?!
-No, nie widać?
-Zrób mi też. Plosem.
-Dobra.
-Dzień dobry.-tym razem do kuchni weszła Mad.
-Hej.
-Co robisz? O zrób mi też.
-Dobra-powiedziałam rozbawiona całą sytuacją.
-Witam młodzież.- tak właśnie przywitał nas mój tata, (mam po nim poczucie humoru) podszedł do mnie i zawiesił się na ramieniu patrząc co robię.-Skoro już robisz to tatuś się nie obrazi jak mu też zrobisz.
-Dobrze. -powiedziałam już wkurzona-jak byście powiedzieli wcześniej to bym nie grzała oleju w tej patelni w której się tylko jedna porcja zmieści.
-Oj, córuś nie narzekaj.-odpowiedział i dał mi buziaka w policzek.
-To dla Dallas.
-Dziękuję
-Ej.-krzyknęli Selena i Tata.
-No co? Ona była pierwsza.
-Czyli ja jestem ostatni?
-Ja wujkowi oddam moją kolejkę.-powiedziała Selena.
-Ej ale będziesz ostatnia, ja zamawiałam trzecia.-wzięła głos Mad.
-Ty możesz brać teraz, a Selena weźmie po tobie. Ja mogę ostatni.
-Mi pasuje. -dałam wszystkim „śniadanie” i sama zasiadłam do stołu. Po zjedzeniu posiłku wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi, no prawie tata poszedł „majsterkować” do łazienki. No i po jakimś czasie przyszła do mnie Selena i razem zbieraliśmy rodzinkę w salonie. Takie nasze nietypowe hobby niedzielne. Zawsze gramy w coś na konsoli, ja i Sel najbardziej lubimy wyścigi, mama jej to obojętne robi to tylko dla nas, tata lubi te wybuchy nie pamiętam nazwy gry, Dall gra z tatą, a Mad ma swoją przygodową(chodzi Shrekiem) nic nadzwyczajnego ale ile daje frajdy. W tym tygodniu przyszła pora na wybranie gry przez mamę, ona zawsze wybiera grę Mad bo ta ją strasznie nudzi, ja bym za niedługo jej uległa, ale kocham wyścigi.

1.W życiu każdego z nas jest...

W poście zamiast dokładnych opisów, są zdjęcia. Jak wiadomo (albo i nie) jest to kontynuacja wcześniej zawiesoznego przeze mnie bloga. I jest to jeden z moich pierwszych rozdziałów.
4 czerwca 2011r.

-Demi! Demi!, obudź się już dojeżdżamy!- krzyknęła podekscytowana Mad. A ja tylko popatrzyłam na Madison następnie na Dallas która prawdopodobnie też została obudzona przez najmłodszą Lovato. Po przeglądnięciu całej rodzinki odwróciłam głowę w lewą stronę i już zauważyłam że wjeżdżamy na podjazd. Dom był wielki i oczywiście piękny. To nie był dom to była <willa z basenem>. Ale no cóż jestem przyzwyczajona do luksusów. W końcu mój tata jest producentem wytwórni płytowej a moja mama aktorką. Od razu gdy samochód się zatrzymał wysiadłam z pojazdu i stanęłam obok bagażnika czekając aż mój tata go otworzy. Na początku podał bagaż Sel. Tak Selena moja najlepsza przyjaciółka też z nami jechała. Niestety jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a moi postanowili ją zaadoptować. I tak to moja krejzotka przeprowadziła się ze mną do LA. Gdy już dostałam swój bagaż (czyt. dwie walizki, plecak i gitarę) razem z Selcią wparowałyśmy do domu. Był już umeblowany. Miałyśmy pokoje obok siebie. I jak mama opisywała podczas drogi, mój pokój to ten obok którego drzwi stałam. Pokój był <piękny>, rzuciłam bagaże na ziemię i dośc szybkim krokiem poszłam zobaczyc <pokój> mojej przyjaciółki. Były dość podobne. I oczywiście umeblowane w naszym stylu . Postanowiłam że dzisiaj się tylko wykąpię, zjem coś i pójdę leżeć. Byłam zmęczona całą drogą chociaż i tak większość trasy przespałam. Za to Selena nie miała ochoty na odpoczynek po podróży. Twierdzi że była to relaksująca droga, i odpoczęła sobie wystarczająco. * Niestety ale sen nie był mi pisany. Niby co ja sobie myślałam. Że czarna rozpakuje się, i zrobi coś sama, niezbyt głośno i dość spokojnie. Oczywiście że nie. Nie zdążyłam dobrze zasnąć a tu już mi ględzi że nie wie gdzie dać skarpetki, a gdzie majtki. I to samo z resztą ubrań. Następnie przeszłyśmy do mojego pokoju. No bo co ja jej mam układać a ona mi nie? Te rozpakowywanie zajęło nam jakieś 3 godziny, prawdę mówiąc nie wiedziałam że tak szybko to zrobimy. Ale jak widać wreszcie przydała się do czegoś energia Selera. Nie wiem jakim cudem, ani nie wiem czemu, Selcia po rozpakowaniu się, pobawieniu z Digo (mój pies.- dostałam go od Babci na 13 urodziny) zaproponowała położenie się! Z wielką chęcią uległam jej propozycji. Od razu gdy się położyłam usnęłam. Wstałam dopiero na następny dzień. Około godziny 14:00 postanowiłyśmy z Selenką, Madison i oczywiście Digo pozwiedzać okolice. W parku był mały plac zabaw, zatrzymaliśmy się tam na chwilę. Usiadłam na ławeczce w cieniu, i wypuściłam Digo żeby sobie trochę pobiegał. Po paru minutach wyleciał zza rogu jakiś czarno biały, miniaturowy buldog. I razem z moim Digo pobiegli do małego lasku obok placu zabaw.
-Digo wróć! Digo!-wołałam pieska ale on mnie wcale nie słuchał. -Selena pilnuj Mad, ja idę za Digo.-powiedziałam do mojej przyjaciółko-siostry, i pobiegłam do lasku za moim pupilkiem.
-Digo! Digo! -krzyczałam i nic. Nagle zobaczyłam jak Digo i tamten pies latają w kółko i w kółko, więc dość szybko pobiegłam w ich stronę. Niestety gdy tak do nich pędziłam zza drzewa wybiegł jakiś chłopak w kapturze, i niestety upadłam. Ten „ktoś” podał mi rękę, a ja oczywiście skorzystałam z jego pomocy.
-Sorki, ale właśnie biegłam do psa, uciekł mi w parku z tamtym czarno-białym psem, który prawdopodobnie jest twój i też biegłeś do niego.- ja pierwsza postanowiłam coś powiedzieć, ponieważ chłopak jak widać jest dość nieśmiały.
-Właściwie to ten pies nie jest mój, tylko mojego brata, który by mnie zabił gdyby się dowiedział że mi się zgubił, i tak biegłem do niego.-odpowiedział dość niepewnie nieznajomy
-Aha. Rozumiem też bym zabiła swoją siostrę gdyby mi zgubiła psa.:D -Co się mi tak przyglądasz?-zapytałam bo on rzeczywiście mi się przyglądał.
-No wiesz kogoś mi przypominasz, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć kogo.
-Wiesz że ty mi też.
-No może dla tego że NICK JONAS JESTEM. No wiesz gram w tym zespole Jonas Brothers. I mówią na mnie LOCZEK, ale tylko przyjaciele. – hmmm… Loczek, Loczek, to na pewno oni.
-NICK!-krzyknęłam i rzuciłam się na chłopaka.
-Yyyyy… Ok. Dziwna jesteś.-i wtedy sie opamiętałam że on mnie nie zna.
-Nie poznajesz mnie? To ja Demi no ta Demucha co z nią pierwsze lata dzieciństwa spędziłeś, i ta co uciekła z tobą i z Joe z domu. Pamiętasz mnie?
-Demi? Demi Lovato? Myślałem że Cię nigdy już nie zobaczę!- tym razem to on się na mnie rzucił.
-Ykhym! Nick co ty robisz?- usłyszeliśmy głos prawdopodobnie Kevina, za którym stał no ON, i natychmiast oderwaliśmy się od siebie.
-Kevin!- rzuciłam się na chłopaka przypominając sobie te chwile które razem spędziliśmy.
-Ej! Zostaw mnie!-powiedział spokojnie ale troskę głośniej niż powinien Kevin. No nie dziwię mu się. Obca osoba hamuje mu dopływ powietrza w środku lasu.
-To ja Demi! No chyba mnie pamiętasz. No wiesz ta która zawsze dawała ci swoje ciastko na kolacji.
-Demi! Jasne że pamiętam! Myślałem że cię już nie zobaczymy!-i podobnie jak swój młodszy brat rzucił się na mnie. A „ON”, stał jak by zobaczył ducha, i dopiero po dłuższej chwili krzyknął Demi! i rzucił się na mnie, na co ja odpowiedziałam tylko Cześć i lekko go odepchnęłam.
-Demi dalej się gniewasz? Daj już spokój byliśmy dziećmi.-powiedział zrezygnowany Joe.
-Tak masz rację byliśmy dziećmi. A ja myślałam że byliśmy też przyjaciółmi!- lekko krzyknęłam, obróciłam sie na pięcie, wzięłam swojego psa i zwyczajnie poszłam.

Prolog.

23 sierpień 2000r.

Drogi Pamiętniku.

[...] Ten dzień zapowiadał się wspaniale, wręcz cudownie. Lecz tak na prawdę był to istny koszmar. Był to dzień, który zmienił moje życie. Dzień, w którym straciłam kogoś ważnego. Ach więc, to wszystko zaczęło się tak:
O 8:45 wstałam jak zawsze uśmiechnięta. Promienie słońca wpadały do mojego pokoju przez nie do końca zasłonięte żaluzje. Na dworze było słychać śpiew ptaków i gdzieś w oddali śmiech bawiących się dzieci. Podeszłam do okna i rozsunęłam żaluzje. Jak zawsze... usiadłam na parapecie i przyglądałam się krajobrazowi, który otaczał część naszego domu. Pogoda była piękna. Popatrzyłam na słońce a następnie na średniej wielkości basen który, kojarzył mi się ze słońcem. Żółte promienie odbijały się o czyściutką wodę w basenie, dając efekt magicznej wody. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zeszłam na dół na śniadanie. Po śniadaniu wybrałam się z mamą do państwa Jonas z propozycją spaceru po plażarku (plaża i park- plaża obok której był park. tak nazwaliśmy to miejsce. [przyp. aut.]) Oczywiście pani Denise się zgodziła i o 15 miała przyjść z Nickiem i Joe po nas. Tylko Kevin z nami nie poszedł bo on oczywiście w taką pogodę musiał zachorować. Na szczęście tylko się lekko przeziębił a ponieważ jest już dość duży i odpowiedzialny to pani Jonas mogła zostawić go samego w domu. *** Te parę godzin minęło bardzo szybko. Nadszedł czas na długo oczekiwaną godzinę 15. Byliśmy już na miejscu. Nick siedział na ławce obok pani Denise, i jadł loda. Mama krążyła wokół fontanny a Joe siedział z jakimiś kolegami ze szkoły. A ja biedna pięcioletnia dziewczynka łaziłam po piasku śmiejąc się trochę z Joe bo gadał o czymś z tymi kolegami tak jak robią te pary w filmach i wyznają sobie miłość.
[Joe]
-Joe a jak tam twoja Demi? Wie, że ją lubisz tak bardziej?-zapytał mnie Tom. Znalazł se temat gadać o Demi. Czasami żałuję że im zdradzam te tajemnice. No cóż jak przyjaciele to przyjaciele.
-No nie wiem. Zaczepiam ją i dokuczam a ona na mnie nie zwraca uwagi.- odparłem niezbyt pewny siebie.
-No to na co czekasz mam plan. Słuchaj uważnie …- powiedział mi cały plan a ja mu tylko przytakiwałem.
-No to co chłopaki gotowi?
-Jasne odpowiedział- Max, Harry i Garbo.
-To nie jest dobry pomysł. Ona nie lubi robaków, nie róbmy tego.- próbowałem im odradzić ale oni i tak swoje.
[Demi]
-Właśnie siedziałam oparta o starą budkę dla ratownika, i tu podeszło do mnie tych czterech kolegów Joego. Wszyscy mieli ręce z tyłu. Nagle zaczęli rzucać we mnie robakami. Krzyczałam ale na nic. Ja nienawidzę robaków. To było straszne! Byłam cała w robalach a oni się ze mnie śmiali. Płakałam i mówiłam im żeby przestali, ale na marne. I nagle zza nich wyszedł Joe i kazał im przestać co ich bardziej pobudzało. Było widać że on się wkurzył. Ale to i tak jego wina. Bo niby sami z siebie nie przyszli. Gdy skończyły im się robale po prostu uciekli. Został tylko Joe. Pomógł mi sie oczepiać z robali i pytał czy wszysko w porządku i przepraszał. Milion razy przepraszał. Ja nie chciałam tego słuchać powiedziałam mu że go nienawidzę i kazałam zawołać mamę. Potem też próbował przepraszać ale na marne. Nie odzywałam się do niego. W domu się wykąpałam a wieczorem zadzwonił telefon. To był tata mówił że musimy sie spakować. Jedziemy do Bostonu. Już jutro o czwartej rano mamy samolot. Tak szybko to się stało. Tak nagle. Co będzie z nami z Joe z Nickiem z Kevinem z babcią i z wujkiem, który mieszka z nami w domu. Jak mam wyjechać. Wiem,że go nienawidzę za to co zrobił ale czy to jest sprawiedliwe?  Był moim najlepszym przyjacielem. Mówiliśmy sobie wszystko. I wszystko robiliśmy razem. A teraz? Pewnie będe w połowie drogi a on się dowie że wychalam. No nie obyło sie bez buntu i płaczu. Ale na marne. Mama mnie spakowała i cały czas powtarzała że znajdę sobie nowych przyjaciół i że będziemy blosko taty. Dallas się sama spakowała. Ja schowałam do mojej torebki z lalką barbie kredki i kartkę papieru. No bo co pięciolatka mgła ze sobą wziąć. I jeszcze wzięłam zdjęcie na którym jestem ja z Joe. Na środku jest napis „NA ZAWSZE RAZEM” JJ .
Dostałam je od joego a ja mu dałam takie samo tylko że na końcu było DL a nie JJ. Już nadchodziła kolej na następną partię słonych łez. Którym dałam upust gdy wychodziłam z pokoju z domu, wsiadałam do taksówki, wysiadałam z taksówki i jak wsiadałam do samolotu. Nie wiem kiedy skończyłam bo usnęłam. A moja kochana siostrzyczka tylko mnie przytulała i płakała tylko wtedy, gdy się żegnała z dziatkami. Obudziła mnie mama gdy mieliśmy lądować. Już nie płakałam, byłam smutna i myślałam jak to będzie w nowym mieście. Należeliśmy do bogatszej rodziny dlatego dom który kupił tata był dość wielki i śliczny. Oczywiście już umeblowany, zaprowadził mnie do swojego pokoju, który przypominał pokój księżniczki. Nie oglądałam domu. Byłam zmęczona. Położyłam się do łóżka i w ubraniu usnęłam …