sobota, 13 kwietnia 2013

1.W życiu każdego z nas jest...

W poście zamiast dokładnych opisów, są zdjęcia. Jak wiadomo (albo i nie) jest to kontynuacja wcześniej zawiesoznego przeze mnie bloga. I jest to jeden z moich pierwszych rozdziałów.
4 czerwca 2011r.

-Demi! Demi!, obudź się już dojeżdżamy!- krzyknęła podekscytowana Mad. A ja tylko popatrzyłam na Madison następnie na Dallas która prawdopodobnie też została obudzona przez najmłodszą Lovato. Po przeglądnięciu całej rodzinki odwróciłam głowę w lewą stronę i już zauważyłam że wjeżdżamy na podjazd. Dom był wielki i oczywiście piękny. To nie był dom to była <willa z basenem>. Ale no cóż jestem przyzwyczajona do luksusów. W końcu mój tata jest producentem wytwórni płytowej a moja mama aktorką. Od razu gdy samochód się zatrzymał wysiadłam z pojazdu i stanęłam obok bagażnika czekając aż mój tata go otworzy. Na początku podał bagaż Sel. Tak Selena moja najlepsza przyjaciółka też z nami jechała. Niestety jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a moi postanowili ją zaadoptować. I tak to moja krejzotka przeprowadziła się ze mną do LA. Gdy już dostałam swój bagaż (czyt. dwie walizki, plecak i gitarę) razem z Selcią wparowałyśmy do domu. Był już umeblowany. Miałyśmy pokoje obok siebie. I jak mama opisywała podczas drogi, mój pokój to ten obok którego drzwi stałam. Pokój był <piękny>, rzuciłam bagaże na ziemię i dośc szybkim krokiem poszłam zobaczyc <pokój> mojej przyjaciółki. Były dość podobne. I oczywiście umeblowane w naszym stylu . Postanowiłam że dzisiaj się tylko wykąpię, zjem coś i pójdę leżeć. Byłam zmęczona całą drogą chociaż i tak większość trasy przespałam. Za to Selena nie miała ochoty na odpoczynek po podróży. Twierdzi że była to relaksująca droga, i odpoczęła sobie wystarczająco. * Niestety ale sen nie był mi pisany. Niby co ja sobie myślałam. Że czarna rozpakuje się, i zrobi coś sama, niezbyt głośno i dość spokojnie. Oczywiście że nie. Nie zdążyłam dobrze zasnąć a tu już mi ględzi że nie wie gdzie dać skarpetki, a gdzie majtki. I to samo z resztą ubrań. Następnie przeszłyśmy do mojego pokoju. No bo co ja jej mam układać a ona mi nie? Te rozpakowywanie zajęło nam jakieś 3 godziny, prawdę mówiąc nie wiedziałam że tak szybko to zrobimy. Ale jak widać wreszcie przydała się do czegoś energia Selera. Nie wiem jakim cudem, ani nie wiem czemu, Selcia po rozpakowaniu się, pobawieniu z Digo (mój pies.- dostałam go od Babci na 13 urodziny) zaproponowała położenie się! Z wielką chęcią uległam jej propozycji. Od razu gdy się położyłam usnęłam. Wstałam dopiero na następny dzień. Około godziny 14:00 postanowiłyśmy z Selenką, Madison i oczywiście Digo pozwiedzać okolice. W parku był mały plac zabaw, zatrzymaliśmy się tam na chwilę. Usiadłam na ławeczce w cieniu, i wypuściłam Digo żeby sobie trochę pobiegał. Po paru minutach wyleciał zza rogu jakiś czarno biały, miniaturowy buldog. I razem z moim Digo pobiegli do małego lasku obok placu zabaw.
-Digo wróć! Digo!-wołałam pieska ale on mnie wcale nie słuchał. -Selena pilnuj Mad, ja idę za Digo.-powiedziałam do mojej przyjaciółko-siostry, i pobiegłam do lasku za moim pupilkiem.
-Digo! Digo! -krzyczałam i nic. Nagle zobaczyłam jak Digo i tamten pies latają w kółko i w kółko, więc dość szybko pobiegłam w ich stronę. Niestety gdy tak do nich pędziłam zza drzewa wybiegł jakiś chłopak w kapturze, i niestety upadłam. Ten „ktoś” podał mi rękę, a ja oczywiście skorzystałam z jego pomocy.
-Sorki, ale właśnie biegłam do psa, uciekł mi w parku z tamtym czarno-białym psem, który prawdopodobnie jest twój i też biegłeś do niego.- ja pierwsza postanowiłam coś powiedzieć, ponieważ chłopak jak widać jest dość nieśmiały.
-Właściwie to ten pies nie jest mój, tylko mojego brata, który by mnie zabił gdyby się dowiedział że mi się zgubił, i tak biegłem do niego.-odpowiedział dość niepewnie nieznajomy
-Aha. Rozumiem też bym zabiła swoją siostrę gdyby mi zgubiła psa.:D -Co się mi tak przyglądasz?-zapytałam bo on rzeczywiście mi się przyglądał.
-No wiesz kogoś mi przypominasz, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć kogo.
-Wiesz że ty mi też.
-No może dla tego że NICK JONAS JESTEM. No wiesz gram w tym zespole Jonas Brothers. I mówią na mnie LOCZEK, ale tylko przyjaciele. – hmmm… Loczek, Loczek, to na pewno oni.
-NICK!-krzyknęłam i rzuciłam się na chłopaka.
-Yyyyy… Ok. Dziwna jesteś.-i wtedy sie opamiętałam że on mnie nie zna.
-Nie poznajesz mnie? To ja Demi no ta Demucha co z nią pierwsze lata dzieciństwa spędziłeś, i ta co uciekła z tobą i z Joe z domu. Pamiętasz mnie?
-Demi? Demi Lovato? Myślałem że Cię nigdy już nie zobaczę!- tym razem to on się na mnie rzucił.
-Ykhym! Nick co ty robisz?- usłyszeliśmy głos prawdopodobnie Kevina, za którym stał no ON, i natychmiast oderwaliśmy się od siebie.
-Kevin!- rzuciłam się na chłopaka przypominając sobie te chwile które razem spędziliśmy.
-Ej! Zostaw mnie!-powiedział spokojnie ale troskę głośniej niż powinien Kevin. No nie dziwię mu się. Obca osoba hamuje mu dopływ powietrza w środku lasu.
-To ja Demi! No chyba mnie pamiętasz. No wiesz ta która zawsze dawała ci swoje ciastko na kolacji.
-Demi! Jasne że pamiętam! Myślałem że cię już nie zobaczymy!-i podobnie jak swój młodszy brat rzucił się na mnie. A „ON”, stał jak by zobaczył ducha, i dopiero po dłuższej chwili krzyknął Demi! i rzucił się na mnie, na co ja odpowiedziałam tylko Cześć i lekko go odepchnęłam.
-Demi dalej się gniewasz? Daj już spokój byliśmy dziećmi.-powiedział zrezygnowany Joe.
-Tak masz rację byliśmy dziećmi. A ja myślałam że byliśmy też przyjaciółmi!- lekko krzyknęłam, obróciłam sie na pięcie, wzięłam swojego psa i zwyczajnie poszłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz